Rozkosze.pl
Najlepsze miejsce z anonsami towarzyskimi w sieci!
wieczór kawalerski
13.04.2016
Opowiadanie erotyczne - Wieczór kawalerski cz. 1

Przyjaźnili się latami – Tomek, Arek i Krystian; łączyła ich dzielnica i wspólne wychowanie. Tomek: tajemniczy i rzeczowy, Arek: narwany i serdeczny, Krystian: opanowany i wzbudzający sympatię. Na przestrzeni lat do ich grona dołączyło kilku innych kumpli i choć każdy w tym gronie zupełnie się różnił – nadal potrafili wspólnie spędzać czas, okazjonalnie wychodząc na piwo, grając w piłkę nożną, czy współpracować na gruncie zawodowym.

            Dla Krystiana – najbardziej ambitnego i poważnego z chłopaków – nadszedł czas poważnych decyzji: ślub z dziewczyną, którą poznał jeszcze w gimnazjum. Było oczywiste, że wesele odbędzie się również w gronie najbliższych kumpli, którzy postanowili spędzić wieczór kawalerski, który na długo pozostanie w pamięci. Arek – prawdziwy imprezowy automat –  postanowił wszystko zorganizować, korzystając ze swojego melanżowego doświadczenia. Wynajął domek nad jeziorem, zorganizował leśną strzelnicę, grill z dziczyzną, bardzo solidny zapas alkoholu. Z jednym pomysłem postanowił nie dzielić się z resztą. Ponieważ agencje towarzyskie odpadały, przejrzał sex ogłoszenia i wyselekcjonował dziewczyny na wyjazdy. Po krótkim researchu wyjął telefon...

Wieczór przebiegał zgodnie z planem. Ciepły, lipcowy zmierzch, niezakłócany deszczem, troskami, a nawet komarami. Towarzystwo coraz bardziej wcięte, rozmowy toczyły się już zupełnie własnym życiem, wprost proporcjonalnie do opróżnianych butelek. Nagle na podwórko, kilkadziesiąt metrów przed domkiem zajechała niewielka toyota. 7 par męskich oczu wbiło się w wysiadającą postać. Była to, na oko, 175-centymetrowa kobieta, która kołyszącym krokiem zaczęła zbliżać się do kręgu światła rzucanego przez ognisko i kilka lampek niezdarnie wiszących na sporej altanie. Spośród zdziwionego grona wyskoczył Arek i szybkim krokiem skierował się ku dziewczynie, wyjmując z kieszeni plik banknotów, które w ciągu sekundy trafiły na tylne siedzenie samochodu. Kobieca postać bez słowa zbliżyła się do skupionych wokół ogniska kolegów, rozpinając zieloną koszulę w kratę. Pod spodem – biały t-shirt, do tego obcisłe jeansy. Koszulka opinała idealnie zarysowane piersi, a figura świadczyła o solidnym, codziennym treningu. Ciemne, lekko falowane włosy kończyły się mniej więcej w połowie pleców. Zamglony wzrok nie zdradzał szczególnym emocji, ale gdzieniegdzie w blasku ogników dało się dostrzec głęboką zieleń oczu. Arek radośnie podskoczył do wieży i zmienił repertuar, a dziewczyna – nadal milcząc, rozpoczęła zmysłowy taniec pod R'n'B leniwie płynące z głośnika. Towarzystwo otrząsnęło się (na ile było to możliwe przy stanie upojenia) i wkrótce pod niebo uniosły się radosne okrzyki większości z panów.

            Tylko Krystian i Tomek zdawali się panować nad emocjami. Krystianowi podobała się oczywiście niespodzianka, lecz w swoim ułożonym planie nie przewidywał jakichkolwiek czynów, których mógłby żałować. Tomek swoim zwyczajem z zadumą i dystansem obserwował rozwój wydarzeń, pochłaniając kolejne szklanki ginu z tonikiem. Tymczasem reszta z zachwytem komplementowała niemy taniec, wydając mniej lub bardziej ludzkie odgłosy. Arek był zachwycony. Nie sądził, że anonse towarzyskie okażą się aż takim strzałem w dziesiątkę. Dziewczyna nie miała w sobie za grosz dziwki – a jednak jej ruchy i pewność siebie wskazywały, że dobrze wie, czym jest sponsoring.

            W połowie jednego z przebojów brunetka nagłym ruchem usiadła na kolanach kompletnie skołowanego Krystiana i wypowiedziała pierwsze słowa tego wieczoru: „a teraz pójdziemy na bok”. Przyszły pan młody po sekundzie totalnego zawieszenia, gwałtownie zerwał się na nogi, niemal przewracając kobietę, która bez słowa zapięła środkowy guzik koszuli i bez cienia emocji skierowała się ku samochodowi. Do Krystiana doskoczył Arek, koledzy zaczęli się gwałtownie kłócić, do dyskusji włączyli się pozostali... i tak nikt nie zauważył, że dziewczyna już prawie odjeżdża.

            Za wyjątkiem Tomka, który równie cicho podszedł do samochodu. Dziewczyna spojrzała na niego z ukosa i zapytała: palisz? Niezdarnie usiedli na klapie toyoty. Po kilku chwilach kłopotliwego milczenia rozmowa przybrała niezwykły obrót. Rozmawiali o wszystkim – on opowiadał o sobie i tłumaczył jej, dlaczego Krystian zachował się tak, a nie inaczej („Wierność...” uśmiechnęła się w zamyśleniu), a ona nieśmiało i ogólnikowo, ale zdradzała, dlaczego, w jaki sposób ustawia spotkania sponsorowane i czym zajmuje się na co dzień. Tymczasem chłopacy wrócili do picia i śpiewania przy ognisku, kompletnie ignorując fakt, że toyota stoi w zasięgu wzroku, a Tomek zniknął wraz z dziewczyną. Po kilku głębszych do rozmawiającej pary skierował się Arek...

Powrót do listy

Zobacz również

24.04.2016
Przez żołądek do łóżka. Kulinarne afrodyzjaki

Wybór sex oferty to dopiero wstęp do ekscytującej przygody, którą warto przeżyć... ze smakiem. Tak, to prawda, że powiedzenie „przez żołądek do serca” ma swój odpowiednik również w czysto erotycznej relacji. Część z nas nie zdaje sobie sprawy, że (wydawałoby się zwyczajne) produkty spożywcze stanowią afrodyzjaki i źródło potencji. Darmowe ogłoszenia towarzyskie nie przeczą możliwości postarania się o prawdziwą atmosferę pożądania...

Więcej...
17.04.2016
Z pamiętnika quasi-sponsora – cz. 3 Noc w alpejskim schronisku

Zaskakujące fellatio nie zaburzyło naszych relacji. Patrycja w krótkich, ale coraz bardziej regularnych rozmowach telefonicznych wyrażała głęboki entuzjazm i podniecenie dużym miastem, poważną pracą, nowymi perspektywami. Gdy próbowałem mimochodem dowiedzieć się czegoś więcej o jej przeszłości, zmieniała temat, raz tylko ze złością rzuciła, że gdyby nie wyjechała, zamiast korporacji, czekałyby na nią jedynie agencje towarzyskie. Ton głosu i skrywana rana kazały mi się wycofać. W gruncie rzeczy, nie chciałem traktować jej jak dziewczyny na telefon. Czy był to sponsoring? Możliwe. W końcu migałem się od przyjęcia jakiejkolwiek opłaty za mieszkanie („odkładaj na później, nie potrzebuję teraz tych pieniędzy) i co jakiś czas przysyłałem jej kwiaty albo drobne prezenty. Ale poza tym jednym fantastycznym „blowjobem” (poznałem to słowo śledząc przed laty anonse erotyczne i nadal mnie bawiło), nie zanosiło się na nic więcej. Może byłem chory – ale potrzebowałem jedynie świadomości, że jest gdzieś tu, w Warszawie i jest bezpieczna, szczęśliwa. Oczywiście, chciałbym ją kochać, pieprzyć, zerżnąć, a jednocześnie ujmowała mnie swoją pracowitością i oddaniem... Idealny materiał na żonę? Ale ja nawet nie chciałem mieć dziewczyny prywatnie. A co dopiero żony. Zobowiązania? Wystarczą mi zobowiązania na giełdzie...

Więcej...