Rozkosze.pl
Najlepsze miejsce z anonsami towarzyskimi w sieci!
dziewczyny na telefon rozkosze.pl
07.03.2017
Pod muzealnym obrazem

Wiodłem nudne życie samotnego, szeregowego pracownika jednej z państwowych instytucji kultury. Studia, praca, badania naukowe – dały ogromne kompetencje w wąskiej specjalizacji, ale odebrały smak życia. W zamian za kolejny medal od ministra wolałbym pieprzyć się z kimś, kto tego autentycznie pragnie. Dotychczas posuwałem jedynie dziewczyny na telefon. Wieczorami przeglądałem darmowe anonse towarzyskie i masturbowałem się do zdjęć dziewczyn z okolicy, które zamieszczały wulgarne sex oferty. Opracowałem nawet interesującą metodę doboru. Dzwoniłem i zabierałem dziewczyny na wyjazdy dokładne te, przy których fotografiach dochodziłem do wytrysku. Zawsze mówiłem im o tym, gdy tryskałem klejącym nasieniem na wystawiony język (w końcu musi być jak w pornolach, znak czasu). Ich prywatne oferty i wygląd zawsze się różniły, dzięki dziwacznej metodzie dymałem i grube, i chude, i rude, i blond, i stare, i młode. I miałem tego serdecznie dość, popadając w depresję.

Sex oferty zeszły na dalszy plan gdy dostałem nowe, w sumie ekscytujące zadanie służbowe. Miałem wyjechać w delegację do jednego z azjatyckich krajów, by ocenić, opisać i przygotować ewentualną wystawę, która miałaby przyjechać do naszego Muzeum Narodowego. Dwutygodniowy wyjazd, jak przystało na państwowe instytucje kultury, wiązał się z licznymi apanażami i atrakcjami na miejscu. W wyprawie miała towarzyszyć mi pracownica jednego z uniwersytetów. „Pewnie kolejna nadęta, nudna pizda” - pomyślałem z rezygnacją, myśląc na pocieszenie, że legendarne agencje towarzyskie w Azji zrekompensują wysiłek.

Jakież było moje zdziwienie, gdy na lotnisku czekała na mnie stosunkowo wysoka, szczupła, znakomicie ubrana, przystojna brunetka. Miodowa bluzka opinała imponujący biust, niemal doklejony do chudej sylwetki. Co więcej, Aneta okazała się fantastycznym towarzyszem podróży. Okazało się, że o kulturze i specyfice pracy w państwowych instytucjach można mówić z dystansem i humorem. W miarę zbliżania się samolotu do destynacji rosło we mnie szczęście, przyćmione jedynie przez drażniącą oko obrączkę na palcu kobiety. Zresztą jako smutas dający ogłoszenia erotyczne, nie miałem większych nadziei.

Na miejscu okazało się, że eksponaty do analizy znajdują się wewnątrz ogromnego i fascynującego muzeum, w którym istnieje niewielka część mieszkalna dla gości z całego świata. Zostaliśmy przyjęci po królewsku i z ogromnym szacunkiem. Nie anonse towarzyskie, a historia sztuki znów zawładnęła moimi myślami. Pracowaliśmy wytrwale, spotykając się z przedstawicielami muzeum oraz instytucji kultury, zwiedzaliśmy miasto. Po kilku dniach zamknęliśmy się w kilku salach muzeum w dwójkę, by dokonać ostatecznej analizy i opisu dzieł.

Mroczna, wysoka sala dawała czynności niezwykłego klimatu. Zabytkowe pomieszczenie nie było monitorowane, kamery znajdowały się wyłącznie na korytarzu. Przekręciliśmy ogromny klucz, rozstawiliśmy laptopy, notatniki oraz stertę książek z miejscowej biblioteki. W powietrzu dało się wyczuć wysokie stężenie podniecenia, ale skupialiśmy się na pracy. Wspólny wyjazd bardzo nas zbliżył.

W pewnym momencie podeszliśmy do ogromnego płótna nieznanego autora. Oświeceniowe wpływy przysłaniała perspektywa namalowana z ogromnym rozmachem. Scena rodzajowa przedstawiała sprośną orgię kilkunastu osób. Autor posłużył się rozlicznymi metaforami, które po odczytaniu dawały efekt niejako kamasutry.

Rzuciłem tekstem, że autor przy malowaniu chyba często musiał przeglądać darmowe anonse towarzyskie, by uzyskać taką mnogość pomysłów. Aneta w odpowiedzi zamiast śmiechu, spoważniała i z chłodnym opanowaniem wyznała, że jej mąż rozpieprzył małżeństwo przez spotkania sponsorowane, które odkryła. Formalnie jeszcze się nie rozwiedli, ale jest blisko.

Przeprosiłem i przytuliłem ją. W sali zaległa cisza. Słychać było tylko przyspieszone bicie dwóch serc. Nie kontrolowałem, kiedy przez materiał spodni Aneta poczuła moją erekcję. Zwarliśmy się w pożądliwym pocałunku. Nasze języki chciwie oplatały się, a ręce poczęły zdejmować zbędną garderobę, tworząc po chwili z ubrań posłanie na chłodnej podłodze. Aneta całowała mnie po szyi, torsie i brzuchu, przechodząc z pozycji stojącej na klęczki. Wzięła członek do ust. Robiła to zupełnie inaczej, niż dziewczyny, które dawały seks anonse. Spytała, czy podoba mi się jej biust. Gdy odparłem, że tak, wsunęła naślinionego penisa pomiędzy dwie ogromne piersi. Ścisnęła je i posuwała, patrząc na mnie z oddaniem. Wytrysnąłem pomiędzy piersi, a sperma zaczęła spływać na nabrzmiałe brodawki. Nie tracąc czasu przechyliłem Anetę na ziemię. Dossałem się do pokrytego odrastającymi włoskami łona. Zapach jej waginy był o wiele przyjemniejszy, niż dotychczasowych kochanek. Ich prywatne oferty nie obejmowały zwykle lizania cipek, bo i po co, ale wiedziałem co robię. Lizałem łechtaczkę, przesuwałem językiem od warg sromowych po odbyt. Sięgnęła po zregenerowanego kutasa i zażądała pieprzenia. Połączyliśmy się całym ciałem, pracując zapamiętale. Obejmowała mnie rękoma i nogami, jęcząc i pokrzykując. Echo niosło dźwięki rozkoszy po całej sali. Pieprzyliśmy się do rana na rozrzuconych ubraniach, pokryci swoimi płynami. A obraz? Po kilku miesiącach wisiał już w Narodowym, prowokując zwiedzających do lubieżnych myśli...

Powrót do listy

Zobacz również

06.07.2016
Z pamiętnika quasi-sponsora – cz. 5

Zaczął się nowy rok. A wszystko, co stare, powoli przestawało mieć znaczenie. Również relacja, którą z początku ktoś mógłby posądzać o czysty sponsoring. Wspominałem już, jak zacząłem podejrzewać, że rola dziewczyny-przyjaciółki, dziewczyny na wyjazdy, przestała odpowiadać Patrycji. Mojej Patrycji. Czułem to coraz silniej, nawet gdy nasze spotkania były coraz rzadsze. Szybko zrozumiała, że obniżałem jej płatności za mieszkanie, a dzięki awansowi w pracy oddała mi wszystko, co do grosza, grożąc zerwaniem znajomości, jeśli będę się stawiał. Spotykaliśmy się już tylko na mieście i choć widziałem w jej oczach pożądanie, nigdy nie powtórzyła się któraś z opisywanych już przeze mnie przygód. Znasz mnie już trochę – jestem opanowany i znudzony życiem, ale ta sytuacja wciąż była dla mnie zagadką. Spotkania sponsorowane. Co ja sobie wyobrażałem? Może czas, żebym to ja zamieścił jakieś seks anonse, bo nadal nie umiem budować związku... Sponsor, psia krew. Quasi-sponsor, jak podsumował Patryk, mój wspólnik i jedyny przyjaciel, gdy po jednym z biznesowych wyjazdów wypiliśmy po butelce jacka danielsa na głowę. Quasi-sponsor, który miał w głowie plan, a ostała mu się jedynie wątła nadzieja, że powtórzy najlepszy seks, z jakim miał do czynienia.

Więcej...
07.06.2016
Z pamiętnika quasi-sponsora – cz.4 Urodziny

Nasz narciarski wyjazd zakończył się po dwóch dniach, podczas których nasze kontakty towarzyskie znów powróciły do dawnych, przyjacielskich form. Zrelaksowani, wytrenowani, po prostu szczęśliwi – tacy byliśmy stawiając pierwsze kroki na płycie lotniska imienia Fryderyka Chopina. Wróciliśmy do swoich obowiązków, trzeba było domknąć firmowe sprawy, a to angażowało zarówno mnie i resztę zarządu, jak i cały biurowy korpus, którego częścią była zbierająca nieustające pochwały Patrycja.

Więcej...