Rozkosze.pl
Najlepsze miejsce z anonsami towarzyskimi w sieci!
brunetka na wyjazd
07.06.2016
Z pamiętnika quasi-sponsora – cz.4 Urodziny

Nasz narciarski wyjazd zakończył się po dwóch dniach, podczas których nasze kontakty towarzyskie znów powróciły do dawnych, przyjacielskich form. Zrelaksowani, wytrenowani, po prostu szczęśliwi – tacy byliśmy stawiając pierwsze kroki na płycie lotniska imienia Fryderyka Chopina. Wróciliśmy do swoich obowiązków, trzeba było domknąć firmowe sprawy, a to angażowało zarówno mnie i resztę zarządu, jak i cały biurowy korpus, którego częścią była zbierająca nieustające pochwały Patrycja.

Koniec roku sprzyjał pewnym podsumowaniom. 35 rok życia wyglądał jak wiele pozostałych. A jednak jesienią pojawiła się ona. I te nasze spotkania sponsorowane. Zaraz, czy ja za coś płaciłem? To jedno fellatio i ten jeden seks w cieniu alpejskich gór – to nie był rachunek, który wystawiłem. To była jej wola i jej nagroda. Nie była dziewczyną z seks ogłoszenia, a przecież tak wiele mi zawdzięczała. Łączyła nas przyjaźń? Układ? Oboje byliśmy zbyt zamknięci na związek. A może była to tylko moja postawa?

            Urodziła się dokładnie w sylwestra i z tej okazji zaprosiła mnie na całą noc, jeśli chcę. Zastrzegła jednak, że nie jest gotowa na powtórkę ani oralnej pieszczoty, ani alpejskiego seksu. Potwierdziła moje przypuszczenia – jej chuć budziła się i przychodziła nie do końca świadomie. Musiałem uczciwie przyznać, że mnie również najbardziej kręci właśnie fakt niespodziewanego, pełnego oddania „bez okazji”. Sponsoring, cholera. Ta dziewczyna nie zamierzała iść na taki układ. A ja dawno zrezygnowałem z tej myśli. Była warta więcej, niż wszystkie moje prezenty. Ale bałem się pójść o krok dalej.

            W sylwestrowy wieczór zjawiłem się z zapasem prawdziwego szampana, pudełkiem drobnych ale przemyślanych prezentów (niech wie, że nie mamię jej błyskotkami!) i postanowieniem przejęcia części inicjatywy. Rozluźnieni przepyszną kolacją i kilkoma lampkami szampana z wolna tańczyliśmy w rytm jazzowego koncertu (jednego z prezentów – CD). Delikatnie posadziłem ją na fotelu i zacząłem całować. Przerwała z delikatnym wyrzutem zauważając, że przychodząc zaakceptowałem jej warunki. Odparłem, że nie było mowy o pieszczotach specjalnie dla niej, a tego jeszcze nie przeżyliśmy. Była podniecona, wiedziałem to, chętnie powtórzyłaby wszystkie znane już nam scenariusze – ale duma jej na to nie pozwalała. Uchyliłem jednak alternatywną furtkę. Spuściła wzrok, delikatnie się zaczerwieniła, spojrzała z tym swoim pięknym oddaniem.

            Tym razem to ja klęczałem między jej udami, całując ich wewnętrzną stronę. Zsunąłem koronkowe, białe majtki (i ona nie chciała mi ich tej nocy pokazać?!), delikatnie pieszcząc językiem srom i szukając łechtaczki. Nie używałem palców, chciałem by przyjemność spłynęła na nią delikatnie i stopniowo. I całowałem, lizałem, podgryzałem – a ona pojękiwała, wwiercała w fotel i wyginała – aż podniosła się i opadła, potężnie zaciągając powietrze przez noc. A potem oddychała ciężko, patrząc w sufit, a ja wycierałem twarz mokrą od jej śluzu. Wyszeptała „dziękuję”, jak wtedy, we Francji. I tak leżała, a ja u jej stóp, opierając głowę o nagie uda.

            Ale to nie był koniec. Tego wieczoru to ja mógłbym dawać sex anonse – tak miałem wprawić się w dawaniu oralnej przyjemności. Patrycja bezwiednie przesunęła ręką po brzuchu i łonie, zanurzając palec we wciąż wilgotnej cipce, jak gdyby sprawdzając, czy orgazm miał źródło właśnie w tym miejscu. Zauważyła mój pożądliwy wzrok. Zachęcona, zaczęła się pieścić. Z początku nieśmiało, wolno, później już pozbawiona wszelkich wątpliwości. Chłonąłem ten widok, co jakiś czas całując jej uda. Zsunąłem ją bliżej krawędzi fotela. Zanurzyłem się językiem poniżej miejsca, w którym się dotykała, coraz głośniej i głębiej oddychając. Wysunąłem język, pieszcząc cipkę i drugą dziurkę. Gdy podniosłem wzrok, zauważyłem, że jej przymrużone oczy mimo wszystko zachowują czujność. Jednym spojrzeniem zbadała moje intencje i skrywane podniety. Nie musiała nic mówić. Wsuwałem jej język z przodu i z tyłu, a ona pożądliwie onanizowała się, drugą dłonią chwytając mnie za głowę. Drugi orgazm był intensywniejszy niż pierwszy. Zasnęła w moich ramionach. A ja biłem się z myślami.

            Gdy przy śniadaniu zapytała, czy czuję zmianę podejścia do związku, zaprzeczyłem. Może zbyt gwałtownie? Czyżby rola przyjaciółki i dziewczyny na wyjazdy jej nie odpowiadała, gniotła ją? Odpowiedzi należało szukać w przyszłości.

Powrót do listy

Zobacz również

17.04.2016
Z pamiętnika quasi-sponsora – cz. 3 Noc w alpejskim schronisku

Zaskakujące fellatio nie zaburzyło naszych relacji. Patrycja w krótkich, ale coraz bardziej regularnych rozmowach telefonicznych wyrażała głęboki entuzjazm i podniecenie dużym miastem, poważną pracą, nowymi perspektywami. Gdy próbowałem mimochodem dowiedzieć się czegoś więcej o jej przeszłości, zmieniała temat, raz tylko ze złością rzuciła, że gdyby nie wyjechała, zamiast korporacji, czekałyby na nią jedynie agencje towarzyskie. Ton głosu i skrywana rana kazały mi się wycofać. W gruncie rzeczy, nie chciałem traktować jej jak dziewczyny na telefon. Czy był to sponsoring? Możliwe. W końcu migałem się od przyjęcia jakiejkolwiek opłaty za mieszkanie („odkładaj na później, nie potrzebuję teraz tych pieniędzy) i co jakiś czas przysyłałem jej kwiaty albo drobne prezenty. Ale poza tym jednym fantastycznym „blowjobem” (poznałem to słowo śledząc przed laty anonse erotyczne i nadal mnie bawiło), nie zanosiło się na nic więcej. Może byłem chory – ale potrzebowałem jedynie świadomości, że jest gdzieś tu, w Warszawie i jest bezpieczna, szczęśliwa. Oczywiście, chciałbym ją kochać, pieprzyć, zerżnąć, a jednocześnie ujmowała mnie swoją pracowitością i oddaniem... Idealny materiał na żonę? Ale ja nawet nie chciałem mieć dziewczyny prywatnie. A co dopiero żony. Zobowiązania? Wystarczą mi zobowiązania na giełdzie...

Więcej...
13.04.2016
Opowiadanie erotyczne - Wieczór kawalerski cz. 1

Przyjaźnili się latami – Tomek, Arek i Krystian; łączyła ich dzielnica i wspólne wychowanie. Tomek: tajemniczy i rzeczowy, Arek: narwany i serdeczny, Krystian: opanowany i wzbudzający sympatię. Na przestrzeni lat do ich grona dołączyło kilku innych kumpli i choć każdy w tym gronie zupełnie się różnił – nadal potrafili wspólnie spędzać czas, okazjonalnie wychodząc na piwo, grając w piłkę nożną, czy współpracować na gruncie zawodowym.

            Dla Krystiana – najbardziej ambitnego i poważnego z chłopaków – nadszedł czas poważnych decyzji: ślub z dziewczyną, którą poznał jeszcze w gimnazjum. Było oczywiste, że wesele odbędzie się również w gronie najbliższych kumpli, którzy postanowili spędzić wieczór kawalerski, który na długo pozostanie w pamięci. Arek – prawdziwy imprezowy automat –  postanowił wszystko zorganizować, korzystając ze swojego melanżowego doświadczenia. Wynajął domek nad jeziorem, zorganizował leśną strzelnicę, grill z dziczyzną, bardzo solidny zapas alkoholu. Z jednym pomysłem postanowił nie dzielić się z resztą. Ponieważ agencje towarzyskie odpadały, przejrzał sex ogłoszenia i wyselekcjonował dziewczyny na wyjazdy. Po krótkim researchu wyjął telefon...

Więcej...