Rozkosze.pl
Najlepsze miejsce z anonsami towarzyskimi w sieci!
pamiętnik część 1
25.01.2016
Z pamiętnika quasi-sponsora cz. 1 Dzieło przypadku

Patrycja. Dobrze pamiętam jej niepewny wzrok przebiegający po tablicach informacyjnych na Dworcu Centralnym, kiedy zapytała mnie o drogę do stacji metra. Ten obraz utrwalił mi się na lata i choć wkrótce miałem dogłębnie poznać diametralnie inne oblicze tej namiętnej i tajemniczej dziewczyny, jej niepewność i pierwsze zderzenie z dorosłym, samodzielnym życiem w Warszawie pozostały we mnie i nigdy nie potrafiłem wyzwolić się z tej perspektywy. Pomimo, że nasze kontakty towarzyskie przybrały perwersyjną formę, a niewinność dziewczyny z prowincji uleciała niczym liście pod naporem stołecznego, listopadowego wiatru.

Miałem wtedy 35 lat i zasiadałem w zarządzie jednej z większych spółek akcyjnych w mojej branży. Lata edukacji, praktyk i staży nie poszły na marne, a spory spadek odziedziczony po rodzicach pozwolił nie tylko na rozwój biznesowy, ale również szereg inwestycji giełdowych i nieruchomościowych, dzięki którym w stosunkowo krótkim czasie osiągnąłem wysoki pułap. Miałem luksusowe auto, chociaż wciąż wolałem jeździć pociągiem. Wychowywałem się w dużym domu, wręcz willi – ale kochałem wynajdywać okazjonalne oferty na rynku i szybko powiększałem liczbę mieszkań, które wynajmowałem studentom, a czasem – na zasadzie kaprysu – zostawiałem dla siebie, wyprowadzając się z luksusowego apartamentowca.

            Mniej lub bardziej udane związki w przeszłości szybko wyperswadowały mi związywanie się na dłużej. Jako samotnik, nie potrafiłem przełamać swoich przyzwyczajeń i oddać komuś przestrzeń mojej prywatności. Odczuwałem presję otoczenia, lecz to tym bardziej zniechęcało mnie do szukania czegoś na stałe. Moje ułożone, choć pełne kontrastu życie nie obfitowało w namiętność – od czasu do czasu chodziłem na aranżowane randki, które niekiedy kończyły się kolacją ze śniadaniem. Naprawdę z rzadka, ale jednak, wynajdowałem sex anonse, które dawały mniej lub więcej rozrywki i odmiany od nudnej, stabilnej rzeczywistości. Częstokroć kończyłem jednak na brandzlowaniu się do zdjęć z portali zawierających te ogłoszenia erotyczne. Aczkolwiek jeżeli cofamy się do momentu, w którym spotkałem Patrycję, w moim życiu panowała totalna stagnacja. Praktycznie nie miałem czasu nawet na przygodne spotkania, a tygodniami, miesiącami przebywałem w delegacjach. Z jednej z nich wracałem pociągiem i... tak oto rozmawialiśmy stojąc na zatłoczonym, październikowym, jak zwykle brudnym peronie dworcowym.

            Zapytała o metro, chociaż już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że zapewne nigdy nim nie jechała, a kolejną trudnością będzie wybór odpowiedniego biletu i pokonanie bramek, słowem – szybkie zrozumienie oczywistych, wydawałoby się, mechanizmów rządzących wielkomiejską komunikacją. Mając to na uwadze, będąc pod dużym wrażeniem jej urody i, krótkiej przecież, rozmowy, zaproponowałem, że pomogę, odprowadzę. Gdy upewniłem się, że faktycznie ostatni raz była w stolicy wraz z wycieczką szkolną – zaproponowałem podwiezienie we wskazane miejsce. Chociaż zaczęła protestować, mój wygląd (raczej niegroźny) i (jak mniemam) przyjazne usposobienie zwyciężyły nad niepewnością. Zapytałem się, gdzie zmierza. Okazało się, że chce dojechać do taniutkiego hostelu na obrzeżach miasta, którego adres miała zapisana na niewielkiej karteczce. Poza tym – szuka pracy. Dlaczego wyjechała – jak widać niezbyt przygotowana – pozostało wtedy tajemnicą. I tak naszą relację miały wypełniać tajemnice, ale ja też żyłem dość skrycie, więc nie prowokowało mnie to do zbędnych wątpliwości. Już w samochodzie (niezawodne Volvo) zapytała się, jakie są szanse na znalezienie pracy w stolicy i które anonse gwarantują zatrudnienie. Ze śmiechem odparłem, że na te trudne pytania mogę odpowiedzieć jedynie podczas wspólnego obiadu, na który ją zaprosiłem. Gdy wygłodniali podróżą (PKP chyba zapomniało o tradycji WARS-ów) pochłanialiśmy nasze porcje makaronów, miałem okazję przyjrzeć się jej postaci. Delikatne, wpadające w ciemną tonację blond włosy spięte w beztroski i bezpretensjonalny sposób, skromne ale gustownie dobrane ubrania (0 prowincji!), leżące na kształtnej sylwetce, obfitej w biuście i biodrach, ale szczupłej w pozostałych częściach. Słowem – piękna dziewczyna, w wieku studenckim, nie mająca w sobie nic z jakiejś dziewczyny na telefon, a jednak: wtedy, w tej knajpie, nad porcją pasty bolognese, poczułem potężną erekcję. I to podniecenie pozostało mi już na zawsze. Nie zawsze dosłownie, rzecz jasna. Ale wtedy, ze sztywnym członkiem i nieopuszczającym mnie stoickim spokojem, przyglądałem się jej pięknemu ciału i rysowałem w głowie plan. Plan doskonały, jak myślałem.

Powrót do listy

Zobacz również

02.08.2016
5 pomysłów na pikanterię w związku!

Relacje w związku w dużej mierze zależą od sytuacji łóżkowej. Nic dziwnego, że partnerzy dobierają się pod kątem wspólnych preferencji, a po kłótni godzą się właśnie w sypialni. Poznaliście się przed anonse towarzyskie? Chodziliście razem do szkoły? To w sumie nieistotne po latach związku. Pytanie jednak, jak przywrócić emocje, gdy w pewnym momencie zaczyna brakować szczypty pikanterii. Poniższe propozycje mogą, choć nie muszą, sprawdzić się w wielu przypadkach.

Więcej...
06.07.2016
Z pamiętnika quasi-sponsora – cz. 5

Zaczął się nowy rok. A wszystko, co stare, powoli przestawało mieć znaczenie. Również relacja, którą z początku ktoś mógłby posądzać o czysty sponsoring. Wspominałem już, jak zacząłem podejrzewać, że rola dziewczyny-przyjaciółki, dziewczyny na wyjazdy, przestała odpowiadać Patrycji. Mojej Patrycji. Czułem to coraz silniej, nawet gdy nasze spotkania były coraz rzadsze. Szybko zrozumiała, że obniżałem jej płatności za mieszkanie, a dzięki awansowi w pracy oddała mi wszystko, co do grosza, grożąc zerwaniem znajomości, jeśli będę się stawiał. Spotykaliśmy się już tylko na mieście i choć widziałem w jej oczach pożądanie, nigdy nie powtórzyła się któraś z opisywanych już przeze mnie przygód. Znasz mnie już trochę – jestem opanowany i znudzony życiem, ale ta sytuacja wciąż była dla mnie zagadką. Spotkania sponsorowane. Co ja sobie wyobrażałem? Może czas, żebym to ja zamieścił jakieś seks anonse, bo nadal nie umiem budować związku... Sponsor, psia krew. Quasi-sponsor, jak podsumował Patryk, mój wspólnik i jedyny przyjaciel, gdy po jednym z biznesowych wyjazdów wypiliśmy po butelce jacka danielsa na głowę. Quasi-sponsor, który miał w głowie plan, a ostała mu się jedynie wątła nadzieja, że powtórzy najlepszy seks, z jakim miał do czynienia.

Więcej...